CZYM RÓŻNI SIĘ FATUM OD PLANU BOŻEGO?

Na początku musimy zadać sobie pytanie, o co tak naprawdę chodzi w tym porównaniu. Trzeba zdać sobie sprawę, że zarówno fatum, jak i plan Boży odnoszą się do człowieka – a jeszcze ściślej – do jego wolności. Tak naprawdę jest to pytanie o to, czy jestem wolny, jaka jest moja wolność.

Zacznijmy więc od uściślenia pojęć. „Fatum” to inaczej wróżba, słowo wróżebne, które określa przyszły los tego, który pyta. W religii świata grecko-rzymskiego panowało przekonanie, że należy mu się bezwzględnie poddać; nie można było bowiem sprzeciwiać się woli bogów. Dramaty greckie ukazują człowieka, który pragnie uciec przed swym losem, ale jest to niemożliwe. Najbardziej charakterystyczny przykład stanowi historia Edypa i jego rodziny. W wyobraźni starożytnych Greków i Rzymian Fatum było ślepą istotą, zrodzoną z Chaosu i Nocy. Panowało ono tyrańsko w całym wszechświecie, nawet nad bogami. Czasami wierzono, że człowiek naprawdę sprawiedliwy i mocny może się wydobyć spod władzy takiego bóstwa. Z dawnych wierzeń pozostały do dziś pewne zwroty: coś się fatalnie kończy, czyli pod wpływem tyrańskiej władzy pewne wydarzenie nie ma szczęśliwego zakończenia. Dalej mówimy, że rządzi nami ślepy los, to znaczy spotykają nas całkowicie przypadkowe zdarzenia, najczęściej złe. Zdarza się też usłyszeć powiedzenie fortuna kołem się toczy, tu już przynajmniej mamy nadzieję na jakąś odmianę ślepego losu. Wiara w fatum, ślepy los, który przeszkadza najbardziej wytrwałym wysiłkom człowieka, była powszechna w czasach starożytnej Grecji i Rzymu. Stanowiła odpowiedź na pytanie o człowieka i o jego wolność. Odpowiedź starożytnego świata nie napawa optymizmem. Nie da się uniknąć tego, co człowiekowi przeznaczone, nawet pomoc bogów niewiele zmieni, ponieważ i oni są poddani – rządzącemu nimi – ślepemu Fatum. Ostateczny wniosek, jaki należałoby wyciągać z takiej refleksji, to fakt, że nie jesteśmy wolni, że najlepiej schować się i nie wchodzić nikomu w drogę, być może bogowie mnie nie zauważą.

W tym samym czasie gdy świat kultury greckiej odpowradał sobie na pytanie, co może człowiek w rękach bogów, świat biblijny borykał się z jeszcze trudniejszym problemem: niezawinionym cierpieniem. Odpowiedzią na ten problem jest Księga Hioba, ukazująca zupełnie inną rzeczywistość. Bohater opowiadania doświadcza rzeczy, których nie może uniknąć. Jednak jest coś, co pozwala mu wytrwać. Hiob głęboko wierzy, że Bóg nie jest tyrańskim władcą ale tym, który jest miłosierny (hesed. rahamim’) i ku Niemu w swym nieszczęściu, w swej wolności się zwraca. Hiob wierzy, że Boży plan wobec niego to nie ślepe fatum naczynia liturgiczne. Jest przekonany, wbrew otaczającym go ludziom, że powinien oddać się pod działanie Tego, który jest odpowiedzialny za swoją miłość do niego. Postawa Hioba zostaje nagrodzona, ponieważ dobrowolnie wybrał i wytrwał. Autor natchniony

tegoż opowiadania podkreśla, że wobec Boga człowiek jest wolny, choć musi poddać się prawom tego świata. Ksiądz Józef Tischner w swojej książce Ksiądz na manowcach w prostych słowach podkreśla ten fakt: „Tylko stając wobec chleba, głodny »musi«; stając wobec Boga, człowiek wszystko »może« i niczego »nie musi«”.

Starożytny świat Grecji i Rzymu nie znał takiej odpowiedzi. Gdy w świecie tym pojawiło się chrześcijaństwo, okazało się, że wielu ludzi porzuciło dawne wierzenia i z ulgą poddawało się Bogu, którego głosili Żydzi, wyznający Jezusa jako Boga. Mało tego, byli przekonani, że poddając się planom Bożym, wyzwalają się z mocy, którą odczytywali jako tyrańską władzę. Czuli się wyzwoleni, dzięki zwycięstwu Chrystusa, od wszechobecnego fatum. Nauczanie pierwszych chrześcijan powtarzamy również dziś: „(…) ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Gal 5, 1). Chrześcijanie są w sytuacji, o której mówią: jestem wolny wobec otaczających mnie sił i mocy, a Mesjasz, Syn Boży jest gwarantem mojej wolności. Jak wyjaśnić tę pewność chrześcijan?

Jest to pytanie o człowieka i jego relację z otaczającą go rzeczywistością, która go przerasta. Jeżeli człowiek zastanowi się, to dojdzie do wniosku, że nie wszystko, a nawet mało co, zależy od niego. Można w takiej sytuacji zobaczyć siebie jako miotanego przez kaprysy bogów czy ślepy los krzyż ołtarzowy. Wbrew temu wszystkiemu można też uwierzyć, że ten świat ma sens i chociaż tak niewiele ode mnie zależy, to Komuś na mnie zależy — Temu, kto jest wszechmocnym władcą tego świata. Oznacza to, że tak naprawdę musimy zapytać, jaka jest relacja pomiędzy wolną wolą człowieka a wszechmocą Boga, czyli jak ja mogę być wolny wobec Boga, który jest Panem i władcą wszelkiego stworzenia?

Dobrze jest się zastanowić, w jaki sposób należy rozumieć wszechmoc Boga, czyli jak Bóg panuje nad powołanym przez siebie stworzeniem. Gdy przyjmiemy, że władza Boga to władza na wzór króla czy innego absolutnego władcy, to nie znajdziemy na nasze pytanie odpowiedzi takiej, która nie prowadziłaby do jakiejś sprzeczności. Natomiast Bóg już w Starym Testamencie przedstawia się jako ten, który: „(…) miłuje w wolności i pozostaje wolny w miłości. Nowy Testament przynosi dopowiedzenie: miłość oznacza jedność, która nie pochłania drugiego, ale przyjmuje go i akceptuje właśnie w jego inności i w ten sposób dopiero stawia go wobec jego prawdziwej wolności”. Dowodem takiego rozumienia relacji pomiędzy wolnością człowieka a wszechmocą Boga jest krzyż; z tego miejsca i tylko z tego miejsca Bóg jest wszechmocny.

Pascha Jezusa Chrystusa nie zmienia naszego poddania prawom rządzących tym światem. Każdy rozsądny człowiek wie, że nie uwolni się od prawa ciążenia czy konieczności jedzenia, wie również, że niemożliwe jest, by w tym życiu nie spotkało go cierpienie. Natomiast jeśli chodzi o plany Boga, trzeba umieć pytać i szukać odpowiedzi, zrozumieć, w jaki sposób człowiek jest wolny. I taka też jest podstawowa różnica pomiędzy fatum a Bożym planem.