SKĄD WIADOMO, ŻE MAMY DUSZĘ

Wokół pojęcia „duszy” narosło wiele mitów i nieporozumień. Potocznie uważa się, że człowiek ma ciało i duszę. Ciało prędzej czy później umiera, dusza natomiast jest nieśmiertelna. Tego rodzaju pogląd można jednak określić jako duże uproszczenie. Przede wszystkim trzeba zauważyć, że terminu „dusza” nie da się zdefiniować w sposób jednoznaczny. Istnieje wiele możliwych, cząstkowych opisów rzeczywistości zwanej „duszą”.

Zacznijmy od Biblii. W Starym Testamencie spotykamy hebrajskie słowo nefes, które najczęściej tłumaczone jest właśnie jako „dusza”. Ogólnie „duszą” nazywa się wszystko, co żyje, również zwierzęta (Rdz 2, 19). Najczęściej jednak chodzi o ludzi. Wówczas słowo „dusza” {nefes) nie wskazuje na jakąś część człowieka, ale po prostu na człowieka, tyle że pod kątem jego żywotności i witalności. W Nowym Testamencie termin „dusza” odpowiada greckiemu słowu psyche, które jest synonimem „życia”. Dusza to człowiek, to ktoś (w przeciwieństwie do martwej rzeczy), stąd zdanie w Dziejach Apostolskich: „I przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz” (Dz 2, 41).

Na rozwój rozumienia słowa „dusza” duży wpływ miała filozofia grecka. Według Arystotelesa, każdy byt składa się z materii i niematerialnej formy. Święty Tomasz z Akwinu nawiązał do tego rozróżnienia, ucząc, że formą człowieka jest jego nieśmiertelna dusza. Ta koncepcja – związana ściśle z konkretnym systemem filozoficznym -nie jest żadnym dogmatem, ale jednym z wielu sposobów mówienia o duszy. Ponadto, stosując grecką terminologię, trzeba uważać, aby nie popaść w dualizm, to znaczy przeciwstawianie ciała i duszy w człowieku. Chrześcijaństwo nie naucza bowiem – jak to czynił Platon – że celem życia człowieka jest wyzwolenie się z ciała, które więzi niematerialną duszę, ale głosi zmartwychwstanie, czyli zbawienie człowieka we wszystkich jego wymiarach.

Raczej skazane na porażkę jest poszukiwanie duszy na płaszczyźnie nauk biologicznych. Umiejscowienie jej, np. gdzieś w mózgu, prowadzi jedynie do wikłania się w sprzecznościach. Niemożliwość zdefiniowania pojęcia „duszy” nie oznacza, że nie wiemy, o czym mówimy i że należy powątpiewać w ogóle w sens wszelkich wywodów na ten temat. Powyższa trudność wskazuje raczej na to, że wyjaśnienia problemu powinniśmy szukać w odniesieniu do relacji odkrywanej w doświadczeniu wiaiy pomiędzy Bogiem a człowiekiem. A relacja ta nie da się ująć w formułki. Przecież już relacje pomiędzy ludźmi (np. relacja miłości) wymykają się definicjom, co nie oznacza, że mówienie o nich nie ma sensu. Wręcz przeciwnie! W życiu człowieka największy sens ,ma to, co trudno wyrażalne albo wręcz niewyrażalne.

Do jakiego zatem doświadczenia wiary odnosi się słowo „dusza”? Chodzi o wskazanie na to, że życiodajna relacja Boga do człowieka nie zostaje przerwana w momencie śmierci człowieka. Relacja ta jest silniejsza od śmierci, a to oznacza, że dzięki miłości Boga również ludzkie istnienie jest silniejsze od śmierci biologicznej. Z drugiej jednak strony Objawienie poucza nas, że dopiero na końcu czasów, podczas paruzji, czyli ponownego przyjścia Chrystusa, nastąpi powszechne zmartwychwstanie ciał. Wynika z tego, że pomiędzy śmiercią jednostki a powszechnym zmartwychwstaniem mamy do czynienia z pewnym pośrednim stanem. By wskazać na ciągłość relacji człowieka z Bogiem, która istnieje w tym stanie pośrednim, Kościół mówi o duszy.

Kongregacja Nauki Wiary wydała w 1979 roku dokument dotyczący niektórych kwestii eschatologicznych, w którym czytamy: „Kościół stwierdza dalsze istnienie i życie – po śmierci – elementu duchowego obdarzonego świadomością i wolą w taki sposób, że ja ludzkie trwa nadal. Na oznaczenie tego elementu Kościół posługuje się słowem dusza, dobrze znanym w Piśmie św. i w Tradycji. Chociaż wyraz ten przybiera w Biblii różne znaczenia, Kościół uważa jednak, że nie ma ku temu żadnej poważnej racji, aby go odrzucić, owszem, uznaje za rzecz bezwzględnie konieczną mieć jakiś środek słowny dla uzasadnienia wiary chrześcijańskiej”.

A zatem na powyższe pytanie odpowiedziałbym: wiadomo o tym nie z naukowych teorii, ale z doświadczenia wiary, wiary w Boga, który zaprasza każdego człowieka do wiecznej wspólnoty miłości. Ten, kto doświadcza Bożej miłości, ma nadzieję, że mocą tej właśnie miłości śmierć nie jest końcem wszystkiego, ale przejściem do innego stanu życia. Pomocne, a nawet konieczne dla wyrażenia tej nadziei jest słowo „dusza”.